Kopiowanie zabronione!

kacper.ogg

piątek, 27 grudnia 2013

Rozdział 55

*Następnego dnia*

- Przyjadę po ciebie jak będę wracał.- powiedział Louis, całując mój policzek. Wysiadłam z auta i zamknęłam za sobą drzwi. Obróciłam się i ruszyłam w stronę domu Jane. Stanęłam przed drzwiami, a następnie zapukałam. Louis miał załatwić coś na mieście, a ja pilnie chciałam rozmawiać z Jane. Drzwi otwarła mi sama blondynka. Powitała mnie swoim pięknym uśmiechem, odwzajemniłam to. Dziewczyna wpuściła mnie do środka, po czym zaprowadziła mnie do swojego pokoju. Gdy znalazłyśmy się w niewielkim pomieszczeniu, blondynka mnie mocno przytuliła.
- Strasznie się dużo ostatnio wydarzyło.- powiedziałam odsuwając się od przyjaciółki.
- U mnie też.- zaśmiała się.- Mów pierwsza.- uniosłam do góry dłoń i rozszerzyłam palce wskazując na pierścionek.
- Louis mi się oświadczył.- dziewczyna pisnęła i zaczęła mnie przytulać. Zaczęłam chichotać, bo to w końcu jeszcze nie koniec dobrych wiadomości. Gdy Jane się opanowała chwyciła moją dłoń i zaczęła oglądać pierścionek.
- Gratuluje.- posłała mi szeroki uśmiech.- Pierścionek jest śliczny. Kiedy on ci się oświadczył i dlaczego wiem dopiero teraz?- zaśmiała się. Opowiedziałam jej całą naszą historie sprzed kilku dni.
- Kilka dni przed wyjazdem dowiedziałam się że jestem w ciąży.- wyszczerzyłam się. Jane jeszcze raz mocno mnie przytuliła.
- Nawet nie wiesz jak cholernie się cieszę.- blondynka odsunęła się ode mnie i dotknęła mojego brzucha.- Będę twoją ciocią maluchu. Masz dla mnie jeszcze jakieś wiadomości?- zaśmiała się.
- Raczej nie, ale Louis znowu coś wykombinował. Jakaś niespodzianka.- obie usiadłyśmy na jej łóżku. Jane trzymała moją dłoń w swojej.- Teraz ty mów co się wydarzyło.
- Pogodziłam się z twoim bratem i prawdopodobnie razem zamieszkamy.- pochwaliła się.
- To świetnie. Przeprowadzisz się do niego?- spytałam. Wzruszyła ramionami.
- Jeszcze niczego nie uzgadnialiśmy. Jer jak zwykle jest zajęty, ale niedługo ma przyjechać.- uśmiechnęłam się.
- Na pewno coś wymyślicie.
- Louis śpiewa w sławnym zespole, a ma dla ciebie więcej czasu niż dla mnie Jer.- stwierdziła Jane. Pokręciłam głową.
- Teraz. Chłopaki mają jechać w jakąś trasę. Nie wiem jak on zamierza to wszystko pogodzić. Ślub, trasa, ja. Za niedługo pojawi się dziecko. Boje się tego, Jane. Boje się że odstawi nas na boczny tor. Pracuje z chłopakami, ale niebawem się to zmieni. Ja zostanę w domu z dzieckiem, a Lou będzie jeździł po świecie.- uśmiechnęłam się i spojrzałam na swoje ręce.- Sama wybrałam takie życie. Nie zamierzam mu stawać na drodze.
- Kochanie, masz przecież mnie, Jera, rodziców i rodziców Louisa. Nie zostaniesz sama.- zapewniła mnie.
- Będziesz chrzestną?- podniosłam wzrok na blondynkę. Na jej ustach pojawił się szeroki uśmiech.
- Myślałam, że nigdy nie spytasz.- zachichotała. Mój telefon zaczął dzwonić. Wyciągnęłam go z kieszeni i spojrzałam na wyświetlacz. Louis. Przejechałam palcem po ekranie i przyłożyłam aparat do ucha.
- Holl, jestem już pod domem Jane.- oznajmił.- Niespodzianka czeka.- zachichotał.
- Już idę.- powiedziałam po czym schowałam telefon do kieszeni.- Muszę już iść. Louis, na mnie czeka.- wstałam i obie wyszłyśmy z pokoju.
- Nie martw się tak wszystkim. W końcu jesteś w ciąży. Jesteś za bardzo przewrażliwiona. Wszystko będzie dobrze, zobaczysz.
- Trzymam cię za słowo.- Jane wyszła ze mną przed dom.- Zobaczymy się za niedługo.- przytuliła mnie i pocałowała w policzek.
- Jasne.- uśmiechnęłam się.- Od naszego powrotu, nawet nie byłam w domu. Raczej nie prędko tam się znajdę, bo Louis znowu coś wykombinował.- Jane spojrzała gdzieś za moimi plecami i do kogoś pomachała i się uśmiechnęła. Obróciłam głowę i zobaczyłam auto Louisa.

- Oj tam znowu się przejmujesz. Chłopak się stara. Idź już i zadzwoń jutro. Chce wiedzieć o co chodzi.- zaśmiałam się.
- Ok. Pa.- pożegnałam się z przyjaciółką i poszłam do auta Louisa. Gdy wsiadłam od razu powitał mnie jego śliczny uśmiech.- To gdzie jedziemy?
- Zobaczysz.- odpowiedział.

Louis zatrzymał się ulice od domu chłopaków. Zmarszczyłam czoło. Louis bez słowa wysiadł z auta, ja zrobiłam dokładnie to samo. Spojrzałam na bruneta, który wyciągnął do mnie rękę, chwyciłam ją.
- Co tu robimy?- uniosłam jedną brew.
- Chodź.- brunet pociągnął mnie za rękę. Wyciągnął z kieszeni kluczę do furtki jednego z domów. Otworzył ją i przepuścił mnie pierwszą. Spojrzałam na ogromną wille. Była piękna i z pewnością droga. Nie równała się ani w jednym stopniu z moim domem. Louis objął mnie od tyłu.- I jak się podoba niespodzianka?- szepnął do mojego ucha.
- Błagam powiedz że wynająłeś ten dom, a nie kupiłeś.- również szepnęłam.
- Kupiłem. Chce żeby to był nasz wspólny dom. Wszystkie rzeczy już tam są. Chodź do środka.- Lou pociągnął mnie za rękę do środka. Stało tu kilka pudeł. Dom był w środku urządzony bardzo nowocześnie, co bardzo mi się spodobało. Obejrzałam każdy pokój. Każdy był taki piękny i duży. Przedpokój, salon, kuchnia, pokój gościnny, łazienka, kolejna łazienka wszystko było piękne. Pokój dla dziecka nie był jeszcze zrobiony. Louis otwarł przede mną kolejne drzwi. Była to sypialnia.

- Musisz mi zrobić taką mini mapę tego domu.- zachichotałam.

- Skoro chcesz.- uśmiechnął się. Tomlinson usiadł na łóżku cały czas mi się przyglądając.
Podeszłam do niego stając pomiędzy jego nogami. Położyłam ręce na jego barkach, a dłonie Lou wylądowały na moich biodrach. Brunet przechylił głowę do tyłu by na mnie spojrzeć. Nachyliłam głowę i pocałowałam jego miękkie usta. Popchnęłam chłopaka do tyłu, po czym na nim usiadłam. Lou położył swoje ręce na moich udach i kolejny raz mnie pocałował.
- To łóżko jest jeszcze nie wypróbowane.- powiedział i zaczął się śmiać.- Widzę że postanowiłaś je przetestować.- zbliżyłam swoje usta do jego ucha.
- Zachowujesz się jak Harry.- głupio się uśmiechnęłam i spojrzałam na chłopaka. Uniósł jedną brew. Zrzucił mnie z siebie, po czym sam teraz był nade mną. Rozbawiło mnie jego zachowanie.
- Stwierdziłem tylko fakty.- szepnął. Jego dłonie nadal były na moich udach. Zbliżył swoje usta do mojej szyi. Złożył na niej kilka pocałunków, a następnie zrobił malinkę. Ściągnęłam z niego koszulkę i moim oczom ukazał się jego tors. Przygryzłam dolną wargę. Brunet znowu zaczął mnie całować. Całkowicie przy tym odpłynęliśmy.
- Testujecie łóżko?- usłyszałam głos Stylesa. Louis jak na zawołanie ode mnie odskoczył. Na moich policzkach pojawiły się rumieńce.- Mówiłem, że tu ich znajdziemy.- zachichotał. Harry zrobił śmieszną minę, co mnie rozbawiło. Chwyciłam poduszkę i w niego nią rzuciłam.
- Nie mogłeś kupić domu na drugim końcu miasta, musiałeś ulice dalej od nich?- zaczęłam się śmiać.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Muszę was uświadomić, że ten blog dobiega powoli końcu. ;/ No cóż. Może dojdzie do 70 i będzie koniec. ;> Rozdział nie sprawdzony, bo mi się nie chciało. ;P

Pozdrawiam, Nika xx

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Rozdział 54

*Następnego dnia*

- Louis gdzie my jedziemy?- zmarszczyłam czoło i spojrzałam na siedzącego obok bruneta.
- Do chłopaków. Widzę że zapomniałaś już jak tam się jedziesz.- zaśmiał się.
- Nie możemy jutro? Chce jechać do domu. Jestem zmęczona.
- Nie, nie możemy, bo jedziemy do chłopaków.- powiedział Lou. Obróciłam głowę w stronę swojej szyby. Nie chciałam się z nim kłócić, więc już się nie odzywałam. Wsłuchałam się w muzykę lecącą w radiu. Byliśmy już dość blisko domu. Wpatrywałam się we wszystko za szybką. Nie było nas tu zaledwie kilka dni, a strasznie się zdążyłam za tym wszystkim stęsknić. Moje kochane miasto w którym mam mnóstwo przyjaciół. Westchnęłam.

Taksówka zatrzymała się pod domem chłopaków. Wysiedliśmy z auta. Louis zapłacił taksówkarzowi i zabrał nasze bagaże. Bez pukania weszliśmy do domu. Lou zostawił nasze walizki w korytarzu. Na moich ustach wymalował się uśmiech. Spletliśmy swoje palce i weszliśmy do salonu. Na kanapie siedziała Danielle z Liamem. Oboje byli do siebie przytuleni. Był to naprawdę słodki widok. Na jednym z foteli siedział Niall, a na jego kolanach Harry. Rozbawił mnie ten widok. Dość śmiesznie tak wyglądali. Zayn jako jedyny siedział samotnie na drugim fotelu. Oglądali jakiś film, ale najwyraźniej im przerwaliśmy.
- Cześć wszystkim!- przywitałam się.

- I co jak było?- spytał Harry zabawnie poruszając brwiami. Miałam ochotę czymś mu teraz przywalić, ale miałam pod ręką tylko Louisa.
- Całkiem fajnie. Dzięki że pytasz.- zachichotałam.
- Działo się coś szczególnego?- chłopak nadal dopytywał. Zayn głupkowato się uśmiechał.
- Darujcie sobie.- uśmiechnęłam się. Ich zachowanie mnie wkurzało, ale zarazem bawiło.
- Louis?- nie odpuszczał Styles. Lou uniósł kciuk do góry i głupio się uśmiechnął. Hazz zaczął klaskać. Spojrzałam na Louisa. Teraz domyśliłam się że Harry wiedział o naszych zaręczynach.
- Holly, jest oficjalnie moją narzeczoną.- pochwalił się Tomlinson przyciągając mnie do siebie i całując w policzek. Wyszczerzyłam się.- Holly jest w ciąży.- dopowiedział po chwili.
- Miałeś się jej tylko oświadczyć.- odezwał się Liam. Dan uderzyła go w ramię.
- Gratuluje.- odezwał się Niall.- Będę wujkiem!- ucieszył się.
- Przecież już jesteś wujkiem, Theo.- przypomniał mu Zayn.
- No to będę podwójnym.- zaczęłam się śmiać.

Nalałam sobie do szklanki soku. Dan akurat weszła do kuchni. Uśmiechnęła się do mnie.
- Gratulacje.
- Dziękuje.- odpowiedziałam odwzajemniając uśmiech.
- Masz szczęście że masz Louisa. On naprawdę cię kocha. Nie widzi poza tobą świata. To naprawdę słodkie. Pasujecie do siebie.- obdarowałam ją jeszcze szerszym uśmiechem.
- Wy z Liamem też do siebie pasujecie. Tak ślicznie razem wyglądacie.
- Dzięki. Mam nadzieje że wreszcie wam się ułoży. Dużo razem przeszliście i życzę wam jak najlepiej.- Dan obróciła się i wyszła. Strasznie ją polubiłam. Była tak cholernie miła. Liam jest cholernym szczęściarzem, że ma taką dziewczynę przy sobie.

Leżałam na łóżku. Analizowałam dzisiejszy dzień.
Usłyszałam ciche pukanie, a następnie drzwi się otwarły i ujrzałam Nialla. Trzymał w ręku gitarę. Uśmiechnął się do mnie. Jak ja uwielbiałam ten jego chłopięcy uśmiech. Wyglądał jak jakiś chłopiec, a nie mężczyzna.
- Mogę wam zagrać?- spytał wskazując na gitarę.
- Nam?- uniosłam jedną brew.
- No wiesz jesteś w ciąży.- wyjaśnił Nialler. Szeroko się uśmiechnęłam.
- Chcesz z mojego dziecka zrobić muzyka?- spytałam podnosząc się do pozycji siedzącej. Oparłam się plecami o ścianę. Poklepałam ręką miejsce obok. Horan wszedł do środka i usiadł obok mnie.- Proszę Niall, możesz nam zagrać.- zgodziłam się. Nisll bez zastanowienia zaczął grać na gitarze i przy tym śpiewać. Blondyn doskonale wiedział jak strasznie lubiłam słuchać jego śpiewu. Chłopak śpiewał różne piosenki. Ja z uśmiechem na ustach mu się przyglądałam i uważnie słuchałam. Niall był dla mnie takim dobrym przyjacielem.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Chce wam życzyć zdrowych i wesołych świąt. ;* Spędźcie ten czas w gronie rodziny i przyjaciół. ;*
Moim prezentem dla was jest to że dzisiaj udostępniam na każdym blogu i fb nowy rozdział. ;D
Wesołych świąt! ;3

Pozdrawiam, Nika

niedziela, 15 grudnia 2013

Rozdział 53

*Następnego dnia*

- To nie był sen, prawda?- spytałam uśmiechając się jak wariatka. Lou objął mnie ramionami i pocałował mój policzek.
Od jakiejś godziny leżeliśmy w łóżku.
- Nie to nie był sen, kochanie.- zapewnił mnie.
- Jakie wybierzemy imiona?- spytałam.- Podoba mi się Nancy i Josh.- stwierdziłam.
- Mi też. Imię nie jest teraz ważne.- powiedział całując moją głowę.
- Skoro mamy za miesiąc wziąć ślub, to co my tu jeszcze robimy? Jest masa rzeczy do zrobienia.-spojrzałam na chłopaka, który cwaniacko się uśmiechnął.
- Jasne. Możemy wracać jutro. Niespodzianka na ciebie czeka.
- Co znowu wykombinowałeś?- uniosłam jedną brew.
- Niespodzianka to niespodzianka. Chyba już ostatnia zresztą.
Ostatni dzień spędziliśmy na spacerowaniu po wyspie i przy okazji na obściskiwaniu się. Tu byliśmy wolni. Nie musieliśmy się liczyć z tym że ktoś zrobi nam zdjęcie, a już jutro będzie ono w prasie. Tu była kompletna swoboda. Niestety to ostatni dzień. Mamy dużo do zrobienia w domu. Całe te przygotowania do ślubu, muszę iść do lekarza, trzeba poinformować gości. Chyba nikt nie wie o tym że się zaręczyliśmy. Dużo pracy przed nami, a tak mało czasu.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Bark pomysłu i wychodzi krótki śmieć. xD Wybaczcie za to coś u góry, ale naprawdę nie miałam pomysłu. Następny rozdział musi być osobo. ;P Już dłuższe pisze notatki pod rozdziałem. xD Przepraszam was. Wynagrodzę wam to w następnym rozdziale, chyba. ;3

Pozdrawiam, autorka tego dziadostwa. xD

środa, 11 grudnia 2013

Rozdział 52

*Następnego dnia*

Spacerowaliśmy dzisiaj z Lou po wyspie. To było dziwne uczucie być tylko we dwójkę, nie zapominając o dziecku. Zero cywilizacji. Tylko nasza trójka. Co prawda są tu jacyś ludzie, ale nie spotkaliśmy akurat nikogo. Spędziliśmy miło czas. Później byliśmy na plaży. Taka odmiana mi się bardzo podoba. Mogłabym tu zostać z Louisem na zawsze. Pewnie bym tęskniła za chłopakami, Jane i Jerem. Musielibyśmy ich tu przywieść. Życie bez nich nie miałoby sensu. To bardzo bliskie mi osoby, zresztą Lou też. Spojrzałam na chłopaka. Jego wzrok błądził po ziemi. Był dzisiaj jakiś zamyślony.
- Lou, idę wziąć prysznic.- oznajmiłam wstając. Chłopak tylko kiwnął głową. Poszłam do łazienki. Podeszłam do białej wanny i odkręciłam kran. Spięłam włosy i ściągnęłam z siebie ubrania. Po długiej, odprężającej kąpieli wyszłam z wanny. Włożyłam na siebie szlafrok. Brudne ubrania zostawiłam w łazience, a czyste wzięłam z szafy. Ubrałam się, przeczesałam włosy i poszłam szukać bruneta o niebieskich oczach. Louisa nie było w domu. Zdziwiło mnie to trochę, bo nie mówił że będzie gdzieś szedł. Dostrzegłam na stole w salonie kartkę. Podeszłam do niej i wzięłam do ręki. Zaczęłam czytać literki które się na niej znajdowały.

Patrzyłam na lampiony ustawione na piasku. Wszystkie się świeciły. Na dworze zaczęło się robić ciemno, więc było je wyraźnie widać. Powoli szłam ścieżką prowadzącą do Louisa. Rozglądałam się na boki w poszukiwaniu chłopaka. W końcu jednak sobie odpuściłam i patrzyłam tylko przed siebie. Moje usta uformowały się w szeroki uśmiech, gdy dostrzegły postać przystojnego chłopaka. Przyspieszyłam krok. Lou stał obok niewielkiego stolika i dwóch krzeseł. Dookoła stołu na piasku było kilka czerwonych lampionów. Podeszłam do bruneta i od razu go pocałowałam. To było słodkie co zrobił.

- To ta niespodzianka?- spytałam unosząc jedną brew.
- Nie zupełnie, ale po części.- uśmiechnął się. Usiedliśmy na krzesłach. Na stole było dużo owoców i wino. To był taki mini piknik, ale na stole. Louis chciał mi wlać wina, ale zakryłam kieliszek i pokręciłam głową. Zmarszczył brwi, ale się nie odezwał. Wlał sobie wina i szybko opróżnił zawartość swojego kieliszka. Był jakiś zdenerwowany i rozkojarzony.
- Jak ci się podoba wyspa?- zapytał łącząc nasze palce. Nadal się uśmiechałam.
- Jest cudowna.- odpowiedziałam szczerze.
- Chciałbym żebyśmy od teraz zaczęli nowy etap naszego związku. A w szczególności zacznijmy sobie ufać, Holly.- pokiwałam głową. Ta sprawa z Diegiem i Vicky oddaliła nas od siebie. Chyba czas mu powiedzieć o dziecku. Idealna chwila.
- Louis, muszę ci coś ważnego powiedzieć.- zaczęłam, ale chłopak mi przerwał.
- Hol, poczekać.- uśmiechnął się. Louis sięgnął do kieszeni i wyciągnął małe, czarne pudełeczko. Stanął na równe nogi, po czym uklęknął. Otworzył pudełeczko i moim oczom ukazał się pierścionek. Kilkakrotnie zamrugałam. Czy to naprawdę się dzieje?- Zostaniesz moją żoną?- spytał z uśmiechem na twarzy. Byłam w szoku. Nie spodziewałam się tego. Przez dłuższą chwile po prostu na niego patrzyłam. Łzy szczęścia zgromadziły się w moich oczach. Czułam się jakby odebrano mi głos. Przyciągnęłam dłoń do ust, tym samym zakrywając sobie usta. Pojedyncze łzy spłynęły po moich policzkach. Pokiwałam głową.
- Tak.- wyszeptałam. Louis z szerokim uśmiechem na ustach wsunął mi pierścionek na palec. Pierścionek był piękny. Wyglądał jak róża. Pocałowałam Lou, a następnie go przytuliłam. Zacisnęłam mocno powieki. Nie wierze że jestem jego narzeczoną. Brunet odsunął się ode mnie i spojrzał w moje oczy.
- Co mi chciałaś powiedzieć?- prawie o tym zapomniałam. Przełknęłam ślinę i zebrałam się na odwagę. Delikatny uśmiech pojawił się na moich oczach.

- Jestem w ciąży, Louis.- chłopak chwile wpatrywał się we mnie, jakby nie wierzył w moje słowa. Następnym jego ruchem było to że wstał na równe nogi. Włożył ręce do kieszenie, zrobił kilka kroków, a następnie się zatrzymał. Odchylił swoją sylwetkę do tyłu i spojrzał na niebo. Przymknął powieki i szeroko się uśmiechnął, ukazując przy tym zęby. Chwile później chłopak się odwrócił i do mnie podbiegł. Pocałował moje usta, głupio się szczerząc. Jedną ręką chwycił moje plecy a drugą dał pod moje nogi, podniósł mnie i zaczął się śmiać.- Louis, wszystko z tobą dobrze?- zachichotałam, ale chłopak to przerwał całując moje usta. Postawił mnie z powrotem na ziemie. Ujął moją twarz w swoje dłonie. Jego wzrok intensywnie wpatrywał się w moje oczy.
- Dlaczego mówisz mi to dopiero teraz?- spytał.- Musiałaś wiedzieć wcześniej.
- To miała być niespodzianka.- usprawiedliwiłam się.- Chciałam ci to powiedzieć w odpowiednim momencie. Takim jak ten.- chłopak złączył nasze usta w długim namiętnym pocałunku. Trwało to dość długo. Skończyliśmy dopiero wtedy gdy zabrakło nam powietrza. Poprawiłam Louisowi jego grzywkę, która opadała mu na czoło.- Powiedziałam ci o ciąży w dzień oświadczyn. Nawet nie masz pojęcia jak cholernie się cieszę.
- Podoba ci się pierścionek? Nawet nie spytałem.- zachichotał. Spojrzałam na swoją dłoń.

- Jest piękny.- kolejny raz spojrzałam na Lou. Jego oczy były przepełnione różnymi uczuciami. Chłopak jednym słowem tryskał energią.- Nikomu nie mówiłam o ciąży. Chciałam żebyś się pierwszy dowiedział.- przejechałam dłonią po jego torsie, a następnie przytuliłam jego osobę. Był taki ciepły, a na dworze robiło się już chłodno.
- Dziękuje.- szepnął do mojego ucha. Pocałował mnie w czoło i kolejny raz zachichotał.- Weźmy ślub za miesiąc.- szepnął Lou.
- Nie zdążymy z przygotowaniami.- spojrzałam do góry by ujrzeć jego twarz.
- Zdążymy. Chce żebyś jak najszybciej została panią Tomlinson.- uśmiechnął się i pocałował mój policzek. Czemu tak szybko mu ulegałam? To przez te jego śliczne oczy? Może przez ten dar przekonywania? Może dlatego że sama chciałam jak najszybciej zostać jego żoną?
- Ok, zróbmy to. Zawsze marzyłam o tym żeby One Direction zorganizowali mój ślub.
- Twoje życzenie zostanie spełnione.- oplotłam jego szyję rękoma.
- Chciałabym mieć syna.- uśmiechnęłam się.- Co z tym życzeniem? Też je spełnisz?
- Wybacz, ale ja chce mieć córkę.- zaśmiałam się słysząc ton jego głosu. Był tak zabawnie poważny.- Holly, nie możesz mieć wszystkiego! Też chce mieć jakiś wybór. Nie bądź samolubna.- odezwał się z pretensjami. Znowu zaczęłam się śmiać.
- Przecież płci dziecka się nie wybiera.- przypomniałam mu, gdyby jednak myślał inaczej. To jest Louis!  Nigdy nie wiesz co sobie myśli!
- Będę je kochał mimo wszystko. Nawet gdy będzie chłopcem.- powiedział z małym grymasem, a po chwili wybuchł śmiechem. Uderzyłam go w ramię.- Przecież wiesz że się z tobą droczę.
- Wiem, ale i tak będzie chłopiec.- Louis teatralnie przewrócił oczami.
- Chyba ja wiem lepiej, prawda?- chwyciłam jego podbródek i pocałowałam.
- Oczywiście, kochanie.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


Aww słodycz bez żadnej skazy. xD Jak wrażenia? Piszcie obowiązkowo komentarze. ;> 

CZYTASZ = KOMENTARZ = MOTYWACJA

piątek, 6 grudnia 2013

Rozdzial 51

*Następnego dnia*

Obudziły mnie poranne mdłości. Po cichu, by nie obudzić Lou poszłam do łazienki. Udało mi się przejść nie zauważona. Dzisiaj wyjeżdżamy. Jestem cholernie ciekawa gdzie jedziemy. Louis pewnie zabierze mnie w jakieś śliczne miejsce. Cieszę się że będziemy mogli spędzić trochę czasu sami. Mój poranek wyglądał dosyć nudnie. Zaspana zjadłam śniadanie i zaczęłam sprzątać dom. Spakowałam kilka rzeczy o których zapomniałam wczoraj. Mój bagaż był już spakowany. Szczerze mówiąc to cieszyłam się na ten wyjazd jak małe dziecko. Sama myśl że powiem tam Lou o ciąży poprawiała mi humor. O 11 mamy samolot.

Czas jakoś nadzwyczajnie szybko mijał. Jednak gdy siedzieliśmy już w samolocie to się zmieniło. Pytałam Louisa gdzie właściwie lecimy. Nie odpowiadał na moje pytania. Z tego co sama zdążyłam zauważyć to wsiedliśmy do samolotu lecącego do Włoch. Może to tam chciał zabrać mnie Tomlinson. Zresztą gdzie byśmy nie polecieli i tak będę się cieszyć, że jesteśmy razem. Może nikt nie wie o naszej podróży. Skoro ja nic nie wiedziałam do wczoraj, to może nikt nie wiedział. Nie wierze w to. Chłopaki i Paul na pewno wiedzieli. Oczywiście byłam ostatnią osobą, którą trzeba o tym poinformować. Spojrzałam na bruneta siedzącego po mojej lewej stronie. Splotłam jego palce ze swoimi.
- Lecimy do Włoch?- spytałam. Oczywiście nie odpowiedział. Zbył moje pytanie tak jakby go wcale nie było. Ciężko westchnęłam. Gdzie się podział gadatliwy Louis Tomlinson? Gdy jednak nasz samolot wreszcie wylądował szeroko się uśmiechnęłam. Byliśmy we Włoszech. Lot trwał ponad godzinę. Powinna być teraz 12:30, ale licząc zmianę czasowa była 14:30. Wsiedliśmy do taksówki. Myślałam że pojedziemy do hotelu, ale zamiast tego po jakichś 15 minutach dotarliśmy na przystań. Zmarszczyłam czoło. Louis wykupił nam jakąś podróż po wodzie? Nie pytając o nic wysiadłam z auta. Lou zapłacił za taksówkę i zabrał nasze walizki. Ruszyłam za nim w stronę łódek. Zdziwiło mnie to że zamiast wsiąść na wielką łódź wsiedliśmy tylko do malej lódeczki. Rozejrzałam się dookoła. Może się pomylił? Brunet widząc moją minę pocałował mój policzek i się zaśmiał.

- Wszystko w porządku, kochanie.- szepnął mi do ucha. Usiadłam na malej ławeczce obok Tomlinosna. Chłopak objął mnie i przyciągnął do siebie. Rozglądałam się na wszystkie strony. Nic tylko woda, kilka ludek i jachtów. Cały czas się rozglądałam.  Może ten człowiek ma nas tylko podwieźć do naszej lodzi? Cóż, coś tu nie grało. Louis na pewno nie wynająłby takiego wraka. No chyba że wziął sobie do serca moje słowa, gdy mówiłam mu że nie chce drogich prezentów. Chyba za bardzo to do siebie wziął. Cóż łódka nie była taka zła. Nie licząc tego że łódka gdzieniegdzie była troszkę zardzewiała, miała wyblakłą farbę i brudny maszt. Zdziwiło mnie to ze ławki były w idealnym stanie. Ten człowiek chyba musiał często wozić tu ludzi, skoro o nie tylko zadbał. Mężczyzna był w podeszłym wieku. Po pewnym czasie dostrzegłam jakiś ląd. Intensywnie wpatrywałam się w tamtym kierunku. Spojrzałam na Tomlinsona, ale on wpatrywał się w stronę lądu. Po kilku minutach musieliśmy wysiąść z łódki. Ani ja ani Louis się nie odzywaliśmy. Brunet zamienił jeszcze kilka słów z mężczyzną, a następnie mu zapłacił. Stojąc na piaszczystej plaży, wpatrywałam się we wszystko co mnie otaczało.
To było takie piękne. Drzewa, piasek i ten domek. Samotność. Marzyłam o tym. Moje usta uformowały się w słodki uśmiech. Poczułam jak Louis obejmuje mnie od tyłu, położył swoją brodę na moim ramieniu. Swoje ręce położyłam na jego.
- Wynająłem dla ciebie wyspę. To było twoje marzenie.- powiedział. Obróciłam się i namiętnie pocałowałam jego usta. Wplotłam swoje palce w jego włosy.
- Kocham cię.- zachichotałam.- Wynająłeś wyspę by spełnić marzenie swojej dziewczyny.- szeroko się uśmiechnęłam ukazując swoje zęby.
- Jesteś dla mnie ważna, bardzo ważna.- podkreślił każde słowo.- To nie jedyna niespodzianka jaka cię czeka.- uśmiechnął się i chwycił moją rękę. Jego oczy były tak wyraźnie błękitne. Przypominały mi błękitne niebo. Mogłabym całą wieczność na nie patrzeć. Poczułam jak nogi mi się uginają pod wpływem jego spojrzenia. Czułam się jakbym na nowo się zakochała. Lou jeszcze przez chwile na mnie patrzył, a później po prostu poszliśmy do domu.
Nie był on ani mały, ani duży. Taki w sam raz. Obejrzałam zawartość domu. Pierwszym pomieszczeniem w jakim byłam to mały, przytulny salonik. Wszystko było takie śliczne. Następnym pokojem była kuchnia. Tu także było tak przytulnie i ślicznie. Wszystkie dodatki ze sobą współgrały. Przy ścianie stał drewniany stół z krzesłami. Obejrzałam łazienkę, która była ogromna. Na środku pomieszczenia stała duża biała wanna. Ściany były beżowe, a w kilku miejscach były brązowe wzory. Ostatnim pomieszczeniem domu była sypialnia. To miejsce chyba mi się najbardziej spodobało. Ściany były białe. Na środku pokoju było wielkie łóżko z białą pościelą i dwoma kolorowymi poduszkami. Stałam i zachwycałam się widokiem tego pokoju. Na przeciwko łóżka było duże okno, przez które było widać plaże.

Usiedliśmy z Louisem na tarasie. Podziwiałam te cudowne widoki. Żadne z nas się nie odzywało. Panowała tu taka niezupełna cisza. Słychać było szum może, ptaki i nasze oddechy. Zamknęłam oczy. Promienie popołudniowego słońca uderzały w moją twarz. Louis swoim kciukiem zataczał koła na mojej ręce. Zaciągnęłam się powietrzem, a następnie spojrzałam na bruneta. Chłopak cały czas lustrował mnie wzrokiem.
- O czym myślisz?- spytałam. Na jego ustach pojawił się ledwie zauważalny uśmiech. Lou objął mnie ramieniem i przyciągnął bliżej siebie.
- O pewnej sprawie. Jutro o wszystkim się dowiesz.- uniosłam jedną brew. Kolejna niespodzianka? Może ja też wykorzystam jutrzejszy dzień na swoją niespodziankę?- Chodzi o tą twoją niespodziankę?- dopytałam. Pokiwał głową.- W takim razie też mam dla ciebie niespodziankę. Jutro się wszystkiego dowiesz.- powtórzyłam jego zdanie. Na jego ustach pojawił się subtelny uśmiech. Musnął moje usta. Mam nadzieje że moja niespodzianka będzie dla ciebie niespodzianką.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


Beznadziejny ten rozdział. -,- Taka nuda, ze podejrzewam że połowa z was przy nim przysnęła. xD
Ps Wyspa jest całkowicie wymyślona, a co do godzin to przepraszam jeżeli coś pokręciłam. Nie jestem pewna czy dobrze to jest napisane. (chodzi o tą zmianę czasową i trwanie lotu) xD
Dodawajcie się do obserwatorów. Dziękuje za tak wielką liczbę wyświetleń. Odpowiadajcie na ankietę po prawej stronie strony. ;P

CZYTASZ = KOMENTARZ = MOTYWACJA

niedziela, 1 grudnia 2013

Rozdział 50

*Miesiąc później*

Stanęłam jak wryta. Czy to na prawdę się dzieje? Czy moje życie na prawdę nabiera barw? Przeczesałam palcami włosy wpatrując się w biały plastikowy prostokąt. W tej chwili nie liczyło się zupełnie nic.
Nie obchodziła mnie Vicky, ani Diego, ani żadna inna głupota. Moje usta uformowały się w ogromny uśmiech. W środku czułam ogromną radość, która wypełniła całe moje ciało i życie. Wyszłam z łazienki i ruszyłam szybko do kuchni. Wyrzuciłam do kosza każdy ślad po teście. To musi być niespodziana dla Louisa. Nie mogę się doczekać momentu kiedy mu powiem. Mam nadzieje że się ucieszy, tak jak ja teraz. Zaplanuje wszystko idealnie. Usłyszałam otwieranie się drzwi. Uśmiech na mojej twarzy tylko wzrósł na sile. Oparta o kuchenny blat czekałam aż chłopak pojawi się w kuchni. Gdy stanął w progu, spojrzał na mnie tymi swoimi błękitnymi oczami.
- Czemu tak tu cicho?- spytał dokładnie mi się przyglądając. Wzruszyłam ramionami i podeszłam do Lou. Przejechałam dłonią po jego torsie, a następnie mocno przytuliłam. Uśmiech nawet na chwile nie zszedł z mojej twarzy.- Kochanie coś się wydarzyło podczas mojej nieobecności?- zaśmiał się odwzajemniając uścisk.
- Nic szczególnego. Nie mogę mieć po prostu dobrego samopoczucia?- uniosłam jedną brew. W myślach miałam jednak inną odpowiedź: jestem w ciąży. Namiętnie go pocałowałam.- Strasznie cię kocham.- wyszeptałam w jego usta.
- Kochanie wiem że coś knuje. Mam nadzieje że niebawem powiesz mi o co chodzi.- wyszczerzyłam się, a później pokiwałam głową. Za niedługo.- Właściwie to mam ci coś do powiedzenia.- uśmiechnął się zawadiacko. Uwielbiałam każdy rodzaj jego uśmiechów.- Rozmawiałem z Paulem i robimy sobie małe wakacje.
- Masz na myśli ciebie i chłopaków?
- Nie, ciebie i mnie.- pocałował mój policzek.- Planowałem to już od jakiegoś czasu. Lecimy jutro. Zdążysz się spakować, prawda?- pokiwałam głową.
- Ale gdzie lecimy?- dopytywałam.
- Dowiesz się na miejscu.- uśmiechnął się ukazując swoje białe zęby.- To niespodzianka.- oplótł mnie w pasie i przyciągnął do swojej osoby.- Spędzimy trochę czasu razem. Mieliśmy jechać wcześniej, ale twoja noga była w gipsie. Teraz kiedy wszystko jest już w porządku należy nam się odpoczynek.- odsunęłam się do Lou i poszłam w kierunku schodów.- Gdzie idziesz?- spytał idąc za mną.
- Muszę się spakować, prawda?- spojrzałam przez ramię i zauważyłam delikatny uśmiech na jego twarzy. Chłopak się zatrzymał, a ja szłam dalej. Gdy znalazłam się w sypialni wyciągnęłam walizkę i zaczęłam pakować rzeczy. Nasze życie teraz diametralni się zmieni. Wszystko będzie wyglądało zupełnie inaczej. Jestem cholernie szczęśliwa. Wreszcie zostaniemy rodziną, taką prawdziwą. Zastanawiałam się nad tym kiedy mu powiem… Okazja sama przyszła. Nie mam pojęcia gdzie lecimy, ale wtedy mu powiem. Chce żeby Louis był pierwszą osoba która się dowie o ciąży. Nie powiem ani Jane, ani mamie, ani Jeremiemu. Louis będzie pierwszy. Właściwie to drugi, bo ja byłam pierwszą osoba. Wrzucając ubrania do walizki myślałam tylko o przyszłości. Niespodzianka Louisa w niczym się nie równa z moją. Zachichotałam pod nosem.
- Z czego się śmiejesz?- słysząc głos Louisa niemal podskoczyłam. Obróciłam się i zauważyłam że Lou opiera się o framugę drzwi. Trzymał w ręku szklankę i obserwował każdy mój ruch.
- Wystraszyłeś mnie.- powiedziałam nadal się uśmiechając. Nic nie zniszczy mojego humoru. Byłam w tej chwili najszczęśliwszą kobietą na świecie. Przykro mi było że nie mogłam podzielić się tym jeszcze z Tomlinsonem. Tym razem usłyszałam dzwonek do drzwi.

- Zamówiłem pizze.- oznajmił i wyszedł z pokoju. Byłam głodna, więc to nawet dobrze się składa. Wyszłam z pokoju i poszłam w ślad za Lou. Gdy zapach pizzy rozniósł się po salonie zaburczało mi w brzuchu. Usiadłam na kanapie obok bruneta i wzięłam kawałem ciepłej pizzy.- Jadłaś coś dzisiaj?- uniósł jedną brew.
- Nie miałam kiedy.
- Co takiego robiłaś że nie miałaś czasu na jedzenie?- zadał kolejne pytanie. Już miałam odpowiedzieć że byłam w aptece, a później cieszyłam się wynikami testu. Na szczęście ugryzłam się w język.
- Byłam na spacerze, a później…- zacięłam się szukając jakiejś sensownej odpowiedzi.- wróciłam do domu.- Louis nie zadawała więcej pytań. Wpatrywałam się w zarys jego twarzy. Jego kości policzkowe były bardzo zarysowane. Jego niebieskie oczy, jak błękit lodu, wpatrywały się w zamyśleniu w jeden punkt na ścianie. Jego włosy jak zwykle były ułożone do góry, tym razem były jednak w małym nieładzie. Dodawało mu to dodatkowego seksapilu. Będziesz przystojnym ojcem Loui.- pierwsza rzecz jaka przyszła mi na myśl.
- Holly, to że na ciebie nie patrzę nie znaczy że nie widzę że na mnie patrzysz.- mimowolnie się uśmiechnęłam, jednak nie odwróciłam oczu z punktu moich zainteresowań. Na moich policzkach pojawiły się czerwona plamki zwane rumieńcami.

Louis spakował się w tym samym czasie kiedy ja pakowałam swoje rzeczy. Zajęło mu to znacznie mniej czasu niż mi. Gdy zasunęłam suwak mogłam odetchnąć. Wyszłam z pokoju zostawiając walizkę na łóżku. Zeszłam po schodach na dół. Zatrzymałam się na ostatnim schodku i spojrzałam na Tomlinsona. Leżał na kanapie i zakrywał swoją twarz poduszką. Wyglądał słodko. Wiedząc że Louis na pewno mnie słyszał i tak po cichu do niego podeszłam. Usiadłam na nim okrakiem. Ściągnęłam z jego twarzy poduszkę i rzuciłam ją na podłogę. Louis widząc moją osobę uśmiechnął się.
- Spakowana?- Nachyliłam się do jego twarzy i musnęłam jego ciepłe usta. Brunet położył swoje ręce na moich plecach. Przygryzłam dolną wargę. Wplotłam palce we włosy chłopaka, tym samym jeszcze bardziej się do niego nachylając. Musnęłam kącik jego ust.- Holly? Możesz mi powiedzieć dlaczego cały dzień jesteś w skowronkach.- przygryzłam dolną wargę Louisa.
- Niespodzianka.- zagrałam w to samo co on. Chciałabym podzielić się tą wiadomością z całym światem, ale jeszcze nie mogłam. Na myśli całym światem chodziło o nasze grono znajomych, nie o media. Jednak wiedziałam że to nie uniknione. Lou z zastanowieniem wpatrywał się w moją twarz.
- Co zmajstrowałaś?- spytał. Zachichotałam słysząc jego pytanie. Chyba ty, kotku.
- Dowiesz się niebawem.- pocałowałam jego usta by nie zadawały więcej trudnych pytań. Brunetowi wcale to nie przeszkadzał, wręcz odwrotnie.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


Strasznie się cieszę że jednak coś napisałam. Rozdział zaliczam do średnich, ale wreszcie jest to co planowałam od kilku tygodni. ;3 Dziękuje wam za tak duża liczbę wyświetleń. Z prawej strony strony jest ankieta. Fajnie by było gdybyście na nią odpowiedzieli. ;D Dziękuje wam. ;*

CZYTASZ = KOMENTARZ = MOTYWACJA

poniedziałek, 25 listopada 2013

Rozdział 49

Louis stał naprzeciwko mnie. Miał na twarzy wymalowany uśmiech. Jego oczy wpatrywały się w moją osobę. W ogóle się nie ruszał. Stał w jednym miejscu i po prostu na mnie patrzył. Zdezorientowana dostrzegłam stojące za nim osoby. Ciemna postać dziewczyny. Nie widziałam jej twarzy. Stała w cieniu. Mogłam jedynie dostrzec jej uśmiech. Obok niej dostrzegłam następne osoby. Był tam Diego i Alex. Oni również się dziwni uśmiechali. Kolejne osoby pojawiły się obok nich. Był tam Paul, Harry, Zayn, Niall i Liam. Na ich twarzach także były te dziwne uśmiechy. Zaraz obok chłopaków stała mama i ojczym Louisa. Na samym końcu siedziało na ziemi malutkie dziecko. Było smutne. Nie widziałam tej małej osóbki, bo także była w cieniu. Na tych wszystkich twarzach był ten dziwny uśmiech. Louis wyciągnął przed siebie rękę. Ja powtórzyłam ten ruch. Obok bruneta stanęła ta dziewczyna. Położyła swoje dłonie na jego ramionach. Louis opuścił swoją rękę. Ani na moment nie odwrócił ode mnie wzroku. Wszyscy zaczęli się oddalać, a ja stałam w miejscu. Chciałam za nimi pobiec, ale moje nogi nie chciały się ruszyć. Krzyczałam. Mała osóbka wpatrywała się we mnie smutnymi oczami. Przeszył mnie dreszcz. Po moich policzkach spłynęło kilka łez. Nie mogłam nic zrobić. Oni się oddalali, a ja nie mogłam za nimi iść. Moje usta wypowiedziały bezgłośnie imię bruneta. Wszyscy się oddalili. Nie mogłam już dostrzec ich twarzy.

- Holly, obudź się.- powiedział brunet ze snu. Otwarłam szerzej zapłakane oczy. Był przy mnie. Nie odszedł. Przejechałam ręką po jego twarzy. To był on.- To tylko sen.
- Jesteś ty.- szepnęłam.
- Jestem.- potwierdził. Wytarł ręką moje zapłakane policzki.- Co ci się śniło?- zapytał marszcząc czoło.
- Odszedłeś, a ja nie mogłam za tobą pobiec.- skrzywiłam się.- Oni pociągnęli cię za sobą.
- To był tylko sen, kochanie. Przecież wiesz że cię kocham i nigdy bym cię ni zostawił.- pocałował moje czoło, a następnie przytulił do swojego torsu. Mocno go objęłam.- Śpij.- szepnął do mojego ucha.

Siedziałam na sofie i myślałam nad znaczeniem tego głupiego snu. Kim była ta dziewczyna i to smutne dziecko? Wzdrygnęłam się. Muszę przestać o tym myśleć. To tylko głupi koszmar. Louis kucnął obok sofy.
- Mam dla ciebie niespodziankę.- położył swoją dłoń na moim udzie.
- Jaką?- spytałam.

- Zobaczysz. To w końcu niespodzianka.- uśmiechnął się zmuszając mnie do tego samego.- Teraz muszę iść do studia, ale gdy wrócę to gdzieś cię zabiorę.- brunet wstał i pocałował moje czoło.
- Ok.- tylko na tyle było mnie stać. Louis zabrał swoją kurtkę i wyszedł. Co Lou znowu kombinuje? Co to za niespodzianka? Usłyszałam dzwonienie mojego telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz. Mama. Bez zastanowienia odebrałam.
- Hallo?- odezwałam się do aparatu.
- Dzień dobry, kochanie!– usłyszałam entuzjastyczny głos mamy. Delikatnie się uśmiechnęłam.
- Cześć mamo!- przywitałam się znacznie mniej entuzjastycznie.
- Coś się stało?- od razu spytała. Czy przed nią nic się nie ukryje?
- Wszystko w porządku. Miałam tylko dziwny sen i jestem jakaś dziwna.- westchnęłam. Przeczesałam palcami włosy.
- Jak się czujesz? Co z nogą?- zadała kolejne pytania. Spojrzałam na zagipsowana nogę.
- Czuję się dobrze. Noga troszkę ciężka i wkurzająca, ale da się przeżyć.- wyjaśniłam.
- Wszystko gra pomiędzy tobą a Louisem?- czy ona ma zamiar zadawać tylko pytania?
- Wszystko między nami w porządku. Właśnie poszedł do studia. Ma dla mnie jakąś niespodziane. Nie mam pojęcia o co chodzi. A co u was słychać?
- Wszystko dobrze. Z tego co słyszę to układa wam się.
- Można tak powiedzieć.- ciężko westchnęłam.- Była dziewczyna Louisa cały czas do niego wydzwania. To irytujące. Louis twierdzi że pomaga jej, bo ma jakieś problemy rodzinne. Ufam mu, ale to naprawdę dziwna sytuacja.
- Nie martw się. Lou na pewno nie zrobił by niczego głupiego. Musze już kończyć. Twoje siostry znowu się o coś pokłóciły.- zachichotałam.
- Pa.- rozłączyłam się.

- Tomlinson czy ty naprawdę oszalałeś?- spytałam wpatrując się w chłopaka.
- Stewards odpuść i mnie posłuchaj, jasne?- przewróciłam oczami.
- Jak ja cię nie cierpię.- brunet objął mnie w pasie i przyciągnął do swojego ciała. Pocałował moje usta i się uśmiechnął.
- A ja cię kocham i zawszę będę.- nie umiałam się powstrzymać i uśmiech sam mi się wdarł na usta.
- Będę wyglądała jak…- nie dokończyłam, bo brunet mi przerwał.
- Będziesz wyglądała jak dziewczyna Louisa Tomlinsona.- zaśmiałam się.
- Chciałam powiedzieć że będę wyglądała jak kaleka w sukience.
- Ale moja kaleka.- kolejny raz mnie pocałował.- Pomóc cię się ubrać?- uniósł jedną brew.
- Daruje sobie taką pomoc. Chyba poradzę sobie sama.- pokazałam mu język.
- Poczekam na dole.- chłopak zostawił mnie samą w sypialnie. Podeszłam do szafy i wyciągnęłam sukienkę, którą po chwili na siebie włożyłam. Nie wyglądam tak jak wyglądać bym chciała. Strasznie chciałabym włożyć szpilki, ale raczej to nie wypali. Muszę się zadowolić głupimi balerinami. Włożyłam na siebie sweter i zeszłam na dół. Tomlinson był ubrany w garnitur. Seksownie w nim wyglądał. Stanęłam obok niego.
- Ślicznie wyglądasz.- uśmiechnął się.
- Wcale nie.- zaprzeczyłam.

Brunet otworzył mi drzwi i podał mi rękę. Zgrabnie wyszłam z samochodu. Jakoś doszliśmy do budynku. Była tam ekskluzywna restauracja. Spojrzałam na Louisa. Czy on nie może zachować swoich pieniędzy w portfelu? Zaprasza mnie do drogiej restauracji.
- Nie podoba ci się? Możemy jechać gdzieś indziej, jeśli chcesz.
- Podoba mi się, ale to wszystko niepotrzebne.- wyjaśniłam. Louis w ogóle nie słuchał moich słów. Otwarł drzwi restauracji i wskazał ręką żebym wchodziła. Pokręciłam z dezaprobatą głową i weszłam do środka. Louis zaprowadził mnie do stolika. Odsunął mi krzesło.
- Louis?- usłyszałam nie znany mi głos. Obróciłam głowę i zobaczyłam blond włosego chłopaka. Nie znałam go, ale Lou chyba tak.

- O cześć Dan. Dawno się nie widzieliśmy.- uśmiechnął się.
- No troszkę.- jego wzrok padł na moją osobę.- A to kto? Twoja dziewczyna?- zapytał zaciekawiony.
- To pani Tomlinson. Holly poznaj Dana.- pani Tomlinson?
- Nic nie słyszałem o waszym ślubie. Gratulacje.
- Nikt chyba nie słyszał. To była taka cicha ceremonia.- dodałam.
- W każdym bądź razie gratulacje. Muszę już iść czeka na mnie ojciec. Miło było cię poznać Holly.- uśmiechnął się i odszedł.
- Nie ładnie tak kłamać.- zaśmiałam się patrząc na bruneta.
- Oj tam od razu kłamać. Zapomniałem dodać że jesteś przyszłą panią Tomlinson.
- Taki mały szczególik.- znowu się zaśmiałam. Kelner podszedł do naszego stolika. Złożyliśmy zamówienie i kontynuowaliśmy naszą rozmowę.
- Jeżeli chodzi o Vicky to nie bądź o nią zazdrosna.
- Jestem zazdrosna o ciebie, nie o nią.
- Nie powinnaś. Jestem oddany ci całym sobą.- zaśmiał się. Kelner przyniósł nam jedzenie.
- Tak właściwie to dlaczego mnie tu zabrałaś?- spytałam.

- Mówiłem już że to niespodzianka? Skoro jesteś taka niecierpliwa to dam ci to wcześniej.- Lou sięgnął do kieszeni marynarki i wyciągnął czarne pudełeczko. Położył je na stole i popchnął w moją stronę. Wzięłam je do ręki i otwarłam. Zamrugałam kilkakrotnie widząc śliczną zawieszkę. Brunet wstał i wziął naszyjnik. Zawiesił mi go na szyi, a następnie pocałował mój policzek.
- To prawdziwy rubin, kochanie.- wyszeptał mi do ucha.
- Oszalałeś?
- Kochanie, zrozum wreszcie że pieniądze nie mają żadnego znaczenia. Kupiłbym ci co tylko chcesz  byle byś była szczęśliwa.- z powrotem zajął miejsce naprzeciwko mnie. Naszyjnik był piękny, ale musiał trochę kosztować.
- Dziękuje.- powiedziałam całkowicie szczerze. Po kolacji wróciliśmy do domu. Pierwszą rzecz jaką zrobiłam to poszłam na górę. Byłam zmęczona całym dniem. W nocy się nie wyspałam bo miałam jakiś koszmar.  Weszłam do pokoju i położyłam się na łóżku. Schowałam twarz w dłoniach. Usłyszałam zamykanie się drzwi. Zabrałam dłonie z twarzy i spojrzałam na bruneta. Chłopak podszedł do łóżka. Położył obie ręce po moich bokach. Nachylił swoją twarz do mojej.
- Zmęczyło cię moje towarzystwo?- spytał delikatnie się uśmiechając.
- Raczej zmęczyły mnie sny o tobie.- przejechałam dłonią po jego policzku. Zarost Louisa dodawał mu męskości. Podobał mi się jeszcze bardziej. Przygryzłam dolną wargę. Chwyciłam jego krawat i pociągnęłam w moją stronę. Musnęłam jego usta. Ściągnęłam z jego szyi krawat i położyłam obok.
- Czy ty czegoś ode mnie oczekujesz?- spytał cwaniacko się uśmiechając. Wplotłam palce w jego idealnie ułożone włosy. Nie odpowiadając na jego pytanie pocałowałam jego usta.- Mmm…- zamruczał do mojego ucha.- Mam piękną żonę.- zachichotałam.
- Niedoczekanie twoje.- szepnęłam. Nieoczekiwanie usłyszałam telefon Louisa. Błagam nie w takim momencie! Tomlinson jednak zbył ten fakt.
- Mam teraz ważniejszą rzecz do zrobienia.- przygryzł moją dolną wargę. Zaczęłam rozpinać guziki jego koszuli. Jego ciało było strasznie seksowne. Tatuaże dodawały mu tego jeszcze więcej. Przejechałam dłońmi po jego ciepłym torsie. Lou rozsunął suwak mojej sukienki. Szybkim ruchem się jej pozbyłam…

…………………………………………………………………………….........


Jak się podoba rozdział? Chociaż raz udał się długi. :> Dodawajcie się do obserwatorów bloga + komentujcie. To dla mnie ważne. Dziękuje za tak dużą liczbę wyświetleń. :)

CZYTASZ = KOMENTARZ = MOTYWACJA

piątek, 15 listopada 2013

Rozdział 48

* Kursywa to wspomnienia, gdyby ktoś nie wiedział. :)

*Następnego dnia*

Usiadłam na sofie i podciągnęłam kolana do klatki piersiowej. Oparłam podbródek na kolanie. Przymknęłam oczy. Próbowałam odciągnąć swoje myśli od wczorajszego dnia. Szkoda tylko że mi się nie udawało. Ciężko westchnęłam, wspominając moją wczorajszą rozmowę z Louisem zaraz po tym jak chłopaki od nas wyszli.

- Zapomniałeś chyba mi wspomnieć o malutkim szczególe. Vicky nie tylko była twoją ‘’starą’’ ale i byłą dziewczyną.- podkreśliłam ostatnie słowa. Lou siedział naprzeciwko mnie w wpatrywał się w moją twarz. Wkurzył mnie i to bardzo.- Mieliśmy mówić sobie prawdę, pamiętasz?- spytałam. Twarz Louisa nie wyrażała żadnych emocji.- Masz przede mną jeszcze jakieś tajemnice związane z tą dziewczyną?- spytałam spokojnym głosem. Chce wiedzieć czy ma przede mną jeszcze jakieś tajemnice. To naprawdę dziwne że Louis nie wspomniał że to jego była dziewczyna.
- To z nią zdradziłem cię gdy byłaś w ciąży.- powiedział to normalnym tonem. Jakby to było zwykłe codzienne wydarzenie. Zmrużyłam oczy.
- O tym tez zapomniałeś mi wspomnieć?!- podniosłam ton swojego głosu.- Mówiłeś że ledwo znałeś tamtą dziewczynę! Może jeszcze mi powiedz że jesteście przyjaciółmi!- chłopak wzruszył ramionami nie zmieniając pozycji w jakiej siedział. Przeszło mi przez myśl coś znacznie gorszego, ale postanowiłam zostawić to dla siebie. Chyba nie mogłabym powiedzieć tego na głos.
- Jesteśmy przyjaciółmi i tylko przyjaciółmi.- wypowiedział obojętny.
- O czym z nią cały czas rozmawiasz?- spytałam patrząc w jego oczy. Dopiero teraz dostrzegłam jak ciężko mu o tym mówić. Jego oczy iskrzyły się żalem i bólem.
- Ma problemy i próbuje jej pomóc.- Tomlinson i ta jego dobroć. Wzruszające.
- W czym?- spytałam marszcząc czoło. Czego ona od cholery może od niego chcieć? Nie wierzę że chodzi jej o zwykłą pomoc. Louis zorientuje się o tym gdy będzie już za późno.
- Ma problemy rodzinne.- wyjaśnił pokrótce.- Gdy byłem w Doncaster ona pomagała mi, a ja jej. Ja się pozbierałem do kupy, a ona nie. Nie mogę jej od tak zostawić.
- Pewnie!- powiedziałam z udawanym entuzjazmem.- Niańcz ją póki nie poczuje się lepiej. Wiesz co? Szczerze nie wierze w jej problemy rodzinne. Chciała znaleźć głupiego i znalazła… ciebie!- krzyknęłam w jego kierunku, po czym zerwałam się z fotela i pobiegłam na górę, zostawiając Louisa samego.

Szczerze mam już dość tych kłótni. Ciekawe jak czułby się Louis będąc na moim miejscu. On nie wie jak to jest. Jestem o niego zazdrosna. Mój telefon zaczął wibrować. Wzięłam go ze stołu i weszłam w wiadomość.

Od: Jane.
Treść: Jak się czujesz? Wszystko u ciebie ok? Może do ciebie wpadnę? ;*
Janee xx

Przeczytawszy wiadomość od przyjaciółki szybko jej odpisałam.

Do: Jane.
Treść: Jasne wpadaj, jeśli chcesz słuchać mojego ględzenia na temat tego że Louis to dupek. ;(

Od: Jane.
Treść: Wpadnę za kilka sekund. Jestem obok twojego domu. Miałam iść do sklepu, ale chyba ty jesteś ważniejsza. ;> Posłucham twojego ględzenia.

Jane nie kłamała. Po kilku minutach była już w moim domu. Lekko się uśmiechnęłam na widok dziewczyny. Na powitanie pocałowałam ją w policzek. Usiadła na jednym z końców sofy, a Jane na drugim.
- No to słucham.- odezwała się jako pierwsza. Opowiedziałam jej o mojej rozmowie z Louisem. Już po chwili wiedziała tyle samo o Vicky co i ja.- Gdzie on teraz jest?- spytała. Wzruszyłam ramionami.
- Prawdopodobnie poszedł do chłopaków.
- Ostro się pokłóciliście?- zadała kolejne pytanie. Pokręciła głową.
- Bardziej przypominało to ostrą wymianę słów.- wyjaśniłam.- Co u ciebie?- spytałam niespodziewanie. Dziewczyna zmarszczyła czoło.
- Nic nowego. W liceum dają popalić. Jest mnóstwo nauki, ale to nie zbyt interesujący temat.- podarowała mi swój śliczny uśmiech.
- Wiesz że nie o to pytam. Chodzi mi o ciebie i Jeremiego.- dziewczyna spuściła wzrok. Wodziła swoimi błyszczącymi oczami po ziemi.
- Wiem.- szepnęła.
- Jane no mów o co chodzi. Myślisz że uwierzyłam w tą bajkę o sklepie?- dziewczyna nie podnosiła na mnie wzroku. Cały czas patrząc w ziemie zaczęła odpowiadać na moje pytanie.
- Pokłóciłam się z Jeremym. Chciałam żeby przyjechał, ale on jak zwykle nie może bo pracuje. Właśnie o to się pokłóciliśmy. Cały czas tylko praca i praca.- westchnęłam. Chwyciłam jej dłoń i ścisnęłam.
- Nasi faceci to dupki.- Jane zachichotała.
- Nie zaprzeczę.- uśmiechnęła się.

*Wieczór*

Przykryłam się kocem i wtuliłam głowę w poduszkę. Oglądałam telewizor choć co jakiś czas przymykałam na chwilkę powieki. Chciało mi się spać, ale i chciałam obejrzeć ten film. Zmagałam się ze snem. Światło w sypialni było zgaszone co dodawało jeszcze większego klimatu i senności w moim przypadku. Kolejny raz przymknęłam oczy. Usłyszałam uginanie się schodów. Czyżby Louis wrócił? Nie otwierałam jednak oczy. Drzwi od pokoju cicho się otwarły, a tajemnicza osoba weszła do środka. Telewizor ucichł.
- Oglądam.- wyszeptałam nie otwierając oczu.
- Właśnie widzę.- bąknął pod nosem Louis. Westchnęłam. Chciałam dalej oglądać, ale tak strasznie mi się chciało spać. Poczułam że materac się ugina. Powoli otworzyłam oczy. Louis opierał się rękami o łóżko nachylając się do mojej osoby. Zmarszczyłam noc czując dziwny zapach. Doskonale wiedziałam co to za zapach.
- Louis od kiedy palisz?- spytałam. Miałam nadzieje usłyszeć że to tylko Zayn.

- Od jakiegoś czasu.- szepnął. Nic o tym nie wiedziałam. Wyciągnęłam rękę spod koca i przejechałam ręką po jego policzku. Jego zarost kuł moje palce. Przeszedł mnie zimny dreszcz.- Jesteś zimny.- chłopak wpatrywał się w moje oczy.
- Czemu jeszcze nie śpisz?- spytał.
- Oglądałam fajny film, ale jakiś bezczelny człowiek mi go wyłączył.– uśmiechnął się.
- Nie wiedziałem że przez zamknięte oczy coś widzisz. Będę wiedział na przyszłość.- Lou położył się obok mnie, a następnie mocno do siebie przytulił. Przykryłam go kocem.
- Zimno.- szepnęłam. Jego ciało ziębiło moje. W jego odpowiedzi usłyszałam chichot.
- A powinienem cię rozgrzać?- spytał i uniósł jedną brew. Uderzyłam go pięścią w tors. Przygryzłam dolną wargę. Oparłam głowę na jego piersi.
- Louis, twoje ubrania śmierdzą.- szepnęłam. Usłyszałam kolejny chichot.
- Wolisz żebym je ściągnął?- kolejny raz go uderzyłam, ale tym razem też się zaśmiałam. Gdy przestaliśmy się śmiać zapanowała pomiędzy nami cisza.- Kocham cię.- wyszeptał do mojego ucha.
- Aww Louis Tomlinson mnie kocha.- Lou pocałował moje czoło.- Loui wiesz że nadal śmierdzisz?- dla kogoś kto nie pali ten smród nie jest niczym przyjemnym.

………………………………………………………………………...........


Z tą Vicky miało być inaczej, ale podsunęliście fajny pomysł. Musiałam go wykorzystać. ;P Dodawajcie się do obserwatorów bloga. ;> Coraz bliżej 50 rozdziału. ;D

CZYTASZ = KOMENTARZ = MOTYWACJA

czwartek, 7 listopada 2013

Rozdział 47

*Następnego dnia*

- I co teraz robimy, Lou?- spytałam jedząc kolejną truskawkę.
- A na co masz ochotę?- na co ja mogę mieć ochotę?
- Chodźmy na spacer.- pierwsza rzecz jaka przyszła mi do głowy. Louis pokiwał głową.
- Może być.- uśmiechnął się. Wstałam z krzesła, zostawiając truskawki same. Oboje poszliśmy spacerkiem do parku. Znowu mogłam się cieszyć pięknym widokiem Louisa.- O czym właściwie rozmawiałaś w szpitalu z moją mamą?- spytał niespodziewanie. Delikatnie się uśmiechnęłam.
- Babskie sprawy.- nie chciałam mu o tym opowiadać. Jakoś wolałam sobie darować szczegóły. Pomiędzy nami zapanowała cisza. Szliśmy nie odzywając się do siebie.- Louis, mam pytanie.- spojrzałam na chłopaka.
- Jakie?- ciężko westchnęłam.
- Będziesz mi już ufał, prawda?- zapytałam. Oboje się zatrzymaliśmy. Lou stanął na przeciwko mnie, dokładnie skanując moją twarz.- Związek polega na zaufaniu. Jeżeli w naszym tego nie będzie, to nic z tego nie będzie.- brunet wyciągnął do mnie ręce i mocno do siebie przytulił.
- Przepraszam.- wyszeptał mi do ucha.- Ufam ci, pod warunkiem że będziesz mówiła mi prawdę.- odchylił się do tyłu i spojrzał w moje oczy.
- Wiem że źle zrobiłam. Nie powinnam cie okłamywać, ale nie chciałam żebyś się denerwował. Teraz tego żałuję.- westchnęłam. Louis pocałował mnie i ruszyliśmy przed siebie. Usiedliśmy na jednej z ławek. Tomlinson objął mnie ramieniem i przysunął bliżej siebie.- Kocham cię.- szepnął mi do ucha. Usłyszałam dzwoniący telefon Louisa. Chłopak wyciągnął z kieszeni telefon i spojrzał na wyświetlacz.- Wybacz, ale muszę odebrać.- powiadomił mnie i odszedł. Jakby nie mógł odebrać przy mnie. To frustrujące. Jeszcze chwile temu rozmawialiśmy o zaufaniu i mówieniu sobie prawdy. Zresztą niech robi co chce. Czekałam chwile póki Lou łaskawie do mnie wróci. Gdy przyszedł zauważył grymas na mojej twarzy.
- Kto to?- spytałam gdy usiadł obok mnie. Pocałował mój policzek za nim odpowiedział.
- Stara znajoma. Wpadliśmy na siebie kiedy byłem w Doncaster. Jej imię i tak ci nic nie powie.- odpowiedział na moje pytanie.- Masz ochotę na lody?- spytał zmieniając temat. Westchnęłam.
- Jasne.- odpowiedziałam, a chłopak od razu wstał z ławki i poszedł po lody dla nas. Zaczęłam bawić się palcami. Patrzyłam na swoje ręce jakby były interesującą grą. Kim była ta jego znajoma? Czy byłam o nią zazdrosna? Troszkę. W końcu to mój Louis Tomlinson.
- Co ci się stało w nogę?- zapytał znajomy głos.
- Wpadłam pod auto i ją złamałam.- odpowiedziałam zanim zdałam sobie sprawę z kim właśnie rozmawiam. Gwałtownie podniosłam głowę do góry. Stał przede mną Diego. Górował nade mną swoim wzrostem. Jego chłodny uśmiech jak zwykle widniał na jego ustach. Skrzywiłam się.- Chyba ktoś nam ostatnio przerwał rozmowę.- miał na myśli Harryego.
- Zostaw mnie w spokoju.- zażądałam, ale zamiast tego usłyszałam jego śmiech. Chciał coś powiedzieć, ale został popchnięty w bok przez Louisa. Stali kawałek od ławki. Tomlinson przywalił Eltonowi w twarz pięścią. Chłopak chwycił się za policzek. W tym samym czasie Lou zadał mu kolejny cios. Tym razem kolanem w brzuch. Diego zgiął się na pół.
- Pożałujesz tego.- wybełkotał Diego. Chyba jeszcze nigdy nie widziałam Louisa tak wściekłego. Kolejny raz uderzył Diega. Wszystko działo się tak szybko, że Elton po chwili leżał na ziemi, a Louis okładał go pięściami.
- Już dawno ci się to należało skurwielu!- warknął Lou.- Za wszystko co jej zrobiłeś! Powinienem cię teraz zabić jak psa!- Diego zrzucił z siebie Tomlinsona i przywalił mu pięścią w twarz.
- Zamknij się!- wysyczał. Znowu zaczęli się szarpać. Szybko zerwałam się z ławki.
- Przestańcie!- próbowałam jakoś ich rozdzielić. Szarpałam Diega by zszedł z Louisa. W końcu Louis znowu przywalił Diegowi. Zaczęła mu lecieć krew z nosa. Chwyciłam ramię Lou.- Zostaw go!- krzyczałam. Louis wpadł w taki szał, że czułam że naprawdę go zabije. Zaczęłam płakać. Louis wymierzał mu kolejne ciosy.- Lou, proszę.- wyjąkałam nadal go szarpiąc. Dopiero teraz gdy zauważył że płaczę zostawił Diega. Wstał z ziemi i do mnie podszedł. Elton zaczął zbierać się z betonu.
- Zapłacisz mi za to!- syknął na odchodne Elton. Całą drogę do domu nie odzywałam się do Louisa. Gdy dotarliśmy do domu, od razu poszłam do kuchni. Wyciągnęłam z zamrażarki lód i zawinęłam go w ścierkę. Louis stał oparty o blat. Stanęłam przed nim. Ciężko westchnęłam. Przyłożyłam ścierkę z lodem do oka Louisa. Syknął gdy poczuł zimno.
- Dobrze ci tak.- szepnęłam. Chłopak zmroził mnie wzrokiem.
- O co ci chodzi?!- podniósł głos.
- Mogłeś go zabić!- krzyknęłam z wyrzutem.
- I dobrze. Poco się nim przejmujesz?
- Jesteś idiotą, Louis. Gdybyś go zabił poszedłbyś do więzienia, rozumiesz? Może nawet już nigdy byś z niego nie wyszedł.- przypomniałam sobie jak groźnie Lou wyglądał bijąc Diega. Wpadł w taki nie opanowany szał, że naprawdę się bałam.
- No to byś mnie odwiedzała w więzieniu.- westchnął.
- Nigdy bym ci nie odwiedził.- szepnęłam. Louis słysząc to zaczął się śmiać.
- Na pewno?- spytał całując moje usta. Zrobił to tak namiętnie, że kolana się pode mną ugięły. Jak on to robi? W chwile doprowadza mnie do obłędu. Moja złość na niego od razu minęła. Nigdy nie potrafiłam się na niego długo gniewać. Loui podniósł mnie i posadził na blacie. Położył swoje ręce na moich udach i wpatrywał się w moje oczy.
- Może podbić ci drugie oko?- spytałam wpatrując się w zaczerwienienie dookoła jego oka. Uśmiechnął się i drugi raz mnie pocałował.
- Aż tak źle?- uniósł jedną brew. Pokiwałam głową.
- Jutro będziesz na okładkach wszystkich czasopism. Louis Tomlinson wdał się w bójkę z nieznanym chłopakiem. O co poszło?- wyrecytowałam.
- Mam gdzieś te żałosne media. Niech mają sensację.- westchnęłam. Chłopak odszedł ode mnie i szedł w kierunku lodówki.
- Nie wiedziałam że z ciebie taki macho.- bąknęłam pod nosem, myślałam że nie usłyszy. No cóż myliłam się. Lou słysząc moją uwagę odwrócił się na pięcie i podszedł do blatu. Wziął mnie na ręce. Co on chciał zrobić? Trzymając mnie na rękach poszedł do salonu. Położył mnie na sofie i nachylił się nade mną.
- Coś mówiłaś, kochanie?- spytał kpiąco się uśmiechając. Pokręciłam głową. Tommo uniósł jedna brew do góry.
- Wydaje mi się że jednak było inaczej.- Chłopak zbliżył swoją twarz do mojej i łapczywie mnie pocałował.- Och ta twoja odwaga.- powiedział, po czym się zaśmiał.
- Powiedziałam tylko że nie wiedziałam że jesteś taki macho.- powiedziałam pewnie siebie. Brunet zrobił poważną minę.
- Nie wiedziałaś o tym?- spytał zdziwionym głosem, po czym znowu łapczywie mnie pocałował.
- Chyba szedłeś po coś do lodówki.- przypomniałam mu. Kolejny raz nachylił się by mnie pocałować. Tym razem zrobił to bardziej delikatnie. Niestety przerwał nam telefon Lou. Przeklinałam w myślach. Czyżby znowu jego znajoma? Chyba tak,b o zrobił przepraszająca minę i poszedł do kuchni odebrać. Westchnęłam. Robię się zazdrosna. Nawet bardziej niż trochę. Kim jest ta jego cała znajoma? Rozległo się pukanie do drzwi. Zanim wstałam z kanapy Louis był już przy drzwiach. Nadal rozmawiał przez telefon. Po chwili do salonu weszli chłopaki. Ucieszyłam się na ich widok. Usiedli obok mnie na sofie.
- Holly nie obraź się, ale czy ty bijesz Louisa?- spytał zdziwiony Zayn. Przechyliłam głowę na bok i spojrzałam na chłopaka.
- Uważaj żebym zaraz ciebie nie walnęła.- pogroziłam mu.- Louis wdał się w małą bójkę.- wyjaśniłam w skrócie. Chłopaki wymienili się spojrzeniami.
- Z kim on tam gada?- zapytał Harry. Westchnęłam.
- Z jakąś starą znajomą.- powiedziałam z ironią w glosie. Chłopaki kolejny raz na siebie spojrzeli. Tomlinson w końcu zaszczycił nas swoją obecnością. Wszedł do pokoju i przywitał się z chłopakami.
- Louis, czy ty prowadzisz jakieś podwójne życie?- zadał mu pytanie Loczek. Mówiąc to zaczął się śmiać.
- O co ci chodzi?- Louis wydawał się zdezorientowany.
- Z kim gadałeś? Co to za ''stara znajoma''?- dochodził Styles. Byłam ciekawa odpowiedzi mojego chłopaka.
- Wpadłem w Doncaster na Vicky.- odpowiedział mu obojętnie Lou. Miał racje imię tej dziewczyny nic mi nie mówiło. Spojrzałam na Loczka. Otworzył szerzej oczy z wrażenia. Uniósł do góry jedną brew.
- Żarty sobie robisz, Louis?- spytał lekko się uśmiechając.- Więc kogo tak na prawdę spotkałeś?
- Vicky.- powtórzył nie znane mi imię. O co chodzi?- Nie żartowałem.- odpowiedział spokojnym głosem.
- Jesteś głupszy niż myślałem.- szepnął Niall.
- Może łaskawie powiedz Holly kim jest Vicky, twoja stara znajoma.- Loczek dokładnie podkreślił ostatnie dwa słowa. Zmarszczyłam czoło.
- Louis, możesz mi wytłumaczyć o co chodzi?
- Vicky to moja była dziewczyna.- odpowiedział spokojnym głosem. Zmarszczyłam czoło.
- Nie mogłeś mi tego od razu powiedzieć, prawda?- zapytałam z pretensjami. Ciężko westchnął.
- Obawiałem się właśnie takiej reakcji z twojej strony.- skrzywił się.

~~~~*~~~~

No i macie rozdział. ;P Dodawajcie się do obserwatorów! Wchodźcie na inne moje blogi!

KOMENTUJCIE!!!

niedziela, 27 października 2013

Rozdział 46


*Następnego dnia*

Obudził mnie dzwonek do drzwi. Cóż nie ma to jak pierwszy dzień w domu. Już ktoś coś ode mnie chce. Wstałam z łóżka i chwyciłam kule. Jakoś musiałam się doczołgać do drzwi. Oby to było coś ważnego. Będą na schodach  trochę się załamałam. Te kule strasznie spowolniają moje ruchy.

- Idę!- krzyknęłam. Gdy zeszłam ze schodów poczułam ulgę. Podeszłam do drzwi i je otwarłam. Na widok chłopaka w czarny raybansach w moim brzuchu od razu odezwały się motylki. To był Louis. Czyli jedna warto było otworzyć drzwi. Odsunęłam się trochę na bok by mógł wejść. Zaprosiłam go gestem ręki do środka. Jego śliczny uśmiech świetnie zaczął mój dzisiejszy dzień. Oboje poszliśmy do salonu.
- Napijesz się czegoś?- spytałam.
- Nie dzięki. Usiądź.- wykonałam jego polecenie.
- Przepraszam że musiałeś czekać, ale na tych kulach nie da się chodzić.- skrzywiłam się.- Dzisiaj przyjechałeś?- zapytałam patrząc na chłopaka.
- Dokładnie kilka minut temu.- uśmiechnął się. Czyli pierwszą rzeczą jaką zrobił to przyjazd do mnie.
- O czym chciałeś ze mną pogadać?- spytałam.
- O nas.- odpowiedział bez wahania. Moja twarz od razu się rozpromieniła. Czyli są jakieś szanse na odbudowę naszego związku.- Ubierz się. Zapraszam cię na śniadanie. Wstałam z kanapy i jakoś trafiłam do sypialni. Otworzyłam szafę i wyciągnęłam swoje najszersze rurki. Moja gipsowa noga musi się jakoś zmieścić. Usiadłam na łóżku i zaczęłam wciągać na nogi nogawki. Zajęło mi to więcej czasu niż się spodziewałam. Ważne że się udało. Następnie włożyłam bluzkę i sweter. Wstałam z łóżka chwytając do rąk kule. Zeszłam z powrotem na dół.
- Przepraszam że tak długo, ale miałam małe trudności z ubraniem się.- spojrzałam na prawą nogę i pokręciłam z dezaprobatą głową. Oboje z Louisem poszliśmy do jego auta. Zajęłam miejsce obok kierowcy i pojechaliśmy.

W restauracji było kilka osób co bardzo mi odpowiadało. Zamówiłam sobie sałatkę, a Louis naleśniki. Nie ma to jak początek dnia z osobą na której ci cholernie zależy. Nic lepszego nie mogło mnie spotkać. Patrzyłam na Louisa i po prostu się uśmiechałam. Pisał właśnie do kogoś sms’a. Wyglądał przy tym tak niewinnie. Po chwili włożył telefon do kieszeni i na mnie spojrzał. Uśmiechnął się widząc że mu się przyglądam.

- Pojedziemy później do chłopaków?- jak miło było słuchać jak wymawia słowo pojedziemy. Chodziło mu o naszą dwójkę.- Stęsknili się pewnie za tobą. Nawet nic nie wiedza o twoim wypadku.- westchnął.- Jakoś nie było okazji ich poinformować. Sam dawno się z nimi nie widziałem.
- Stęskniłam się za nimi.
- Mam to uznać za zgodę?- spytał szerzej się uśmiechając. Przyniesiono nam nasze zamówienia, a my dalej kontynuowaliśmy naszą rozmowę.
- Tak. Jeśli bym się nie zgodziła, to i tak bym pojechała, bo pewnie byś mnie namówił.- Louis się zaśmiał.
- Fakt.- zaczęłam jeść sałatkę. Nie spuszczałam z Louisa wzroku. On najwyraźniej to zauważył, bo sam zaczął się we mnie wpatrywać. Po zjedzeniu sałatki, napiłam się soku i postanowiłam zadać Louisowi długo dręczące mnie już pytanie.
- Louis, mogę cię o coś spytać?- chłopak pokiwał głową i intensywnie się na mnie patrzył.- Gdzie będziesz teraz mieszkał?- chciał coś powiedzieć, ale szybko dokończyłam swoją wypowiedz.- Zależałoby mi żebyś z powrotem wprowadził się do mnie. Poza tym większa część twoich rzeczy nadal tam jest.- mówiłam niepewnym głosem, ale pod koniec uśmiechnęłam się. Louis nie odezwał się ani słowem. Wpatrywał się w moją osobę i rozmyślał nad moimi słowami. Louis wyciągnął swoją rękę i położył na mojej, którą cały czas trzymałam na stole.
- Nie wiem co mam ci powiedzieć.- westchnął.
- Skoro już wszystko sobie wyjaśniliśmy w sprawie Diega. Chyba możemy do siebie wrócić, prawda?- wpatrywałam się w niego jak w obrazek. Na ustach Louisa pojawił się minimalny uśmiech.
- No właściwie po to się spotkaliśmy. O tym chciałem z tobą porozmawiać. Zakończmy temat Diega i nigdy do niego nie wracajmy. Udawajmy że naszego rozstania nigdy nie było, ok?- kamień spadł mi z serca. Znowu jesteśmy razem! Ja i Louis! Wstałam z krzesła, podeszłam do chłopaka i usidłam mu na kolanach. Mocno go do siebie przytuliłam.
- Nawet nie wiesz jak cholernie cieszą mnie twoje słowa.- szepnęłam do jego ucha. Louis objął mnie w tali.
- Nie muszę wiedzieć. Wystarczy że widzę.- dwoma palcami pociągnął za mój podbródek i złączył nasze usta w długi namiętny pocałunek. To była najcudowniejsza chwilą jaką przeżyłam. Miękkie i ciepłe usta Louisa dotykały moich. Tak długo na to czekałam. Czułam jak usta Louis są uformowane w uśmiech.

Zapukaliśmy do drzwi i czekaliśmy aż ktoś nam je otworzy. Nie musieliśmy długo czekać. Otworzył nam Niall. Gdy nas razem zobaczył oczy mu się szerzej otwarły. Chyba nas się nie spodziewał. Zaśmiałam się. Niall wpuścił nas do środka.
- Nie uwierzycie!- krzyknął blondyn, wchodząc do salonu. My oczywiście poszliśmy za nim. Cztery pary oczy padły na naszą dwójkę, a potem zaczęły się pytania.

- Co ci się stało?!- zapytał Malik.
- Miałam mały wypadek i złamałam nogę.- skrzywiłam się.
- Kiedy wróciłeś i czemu nie odbierałeś od nas telefonów?- zadał kolejne pytanie Liam.
- Nie chciałam z nikim rozmawiać, potem przesiadywałem u Holly w szpitalu i jakoś tak wyszło. A przyjechałem dzisiaj.- wyjaśnił Louis im.
- Co ci się dokładnie stało? jaki miałaś wypadek?- dopytywał Harry. Usiadłam na kanapie i opowiedziałam im o wszystkim.- Mogłaś do nas zadzwonić. Na pewno byśmy przyjechali.
- Nie chciałam was denerwować. Poza tym była Jane, Jeremy, Louis, moi rodzice.
- Martwiliśmy się o was.- odezwał się Liam.- Wszystko między wami już jest dobrze, prawda?
- Tak.- Louis bez żadnego wahanie odpowiedział na jego pytanie. Spojrzałam na niego i widziałam ten jego śliczny uśmiech. Jak ja kocham jak się uśmiecha.

Cały dzień spędziłam z One Direction. Oglądaliśmy filmy, zrobiliśmy sobie obiad. Strasznie mi ich brakowało. Lubię patrzeć na nich gdy się wygłupiają. Łączy ich coś więcej niż muzyka i przyjaźń. Traktują siebie jak rodzinę.  Wieczornej Louis i ja pojechaliśmy do domu. Jeszcze kilka dni temu byłam w szpitalu, a teraz wreszcie u siebie. Lou pomógł mi wysiąść z auta. Jakoś udało mi się dojść do domu. Gdy położyłam się na łóżku obok Louis, poczułam się dokładnie tak samo jak kiedyś. Wszystko wróciło do normy. Przytuliłam się do Louisa i w końcu zasnęłam.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Wreszcie doczekaliście się tego momentu. ;P Louis i Holly znowu razem. :) Nie wiem kiedyś coś napisze, więc nie pytajcie. ;P

CZYTASZ = KOMENTARZ